długo nie było mnie. jakiś tydzień nawet. nie miałem weny do pisania i szczerze mówiąc, teraz też nie mam. ale coś napisać w końcu trzeba, czyż nie?
po pierwsze, bylem na Pradze. było fajnie. co prawda, długo tam nie zabawiłem, ale zrobiłem kilka fajnych zdjęć i pogapiłem się na stare kamienice. o folklorze praskim nie dali mi jednak zapomnieć – pomnik grajków ulicznych ograbił mnie i jeszcze kilka innych osób. mnie na PLN 1,22, niektórych na więcej. mieli grać, a nie zagrali, kurwa mać.
nie ma się jednak czego bać. przynajmniej tam i wtedy. fajnie jednak niektórzy dali się nabrać na mój poprzedni wpis – bo myśleli, że ja tak na poważnie. a na poważnie to było tylko trochę
po drugie, ludzie to jednak świnie, pozerzy i lamusy. przynajmniej niektórzy. głupota niektórych zwala z nóg, niestety.
no ale wiosna idzie i optymistą należy być. fajnie, że już nie ma tego gównianego śniegu i fajnie, że jest już ciepło. dobrze, że nie robi się już ciemno tuż po południu i jasno tuż przed południem. kwiaty pachną, ptaki ćwierkają, dziewczyny skracają spódniczki..
robię się jakiś romantyczny, niech to gęś kopnie.
w dodatku ostatnio jechałem prawie pustą Ł-ką.
koniec świata!

oraz Epos o Przyjezdnym nadchodzi. już wkrótce będzie o wsi i o mieście. o pociągach i kebabach. i nie tylko. bać się należy