całkiem niedawno byłem z klasą na wystawie w “Zachęcie”. wystawa była poświęcona Jerzemu Grotowskiemu. zresztą, zdaje się, że ten rok na całym świecie jest Rokiem Grotowskiego. na wystawie ujrzałem, co następuje:
-film z człowiekiem turlającym się po ziemi i symulującym masturbację.
- film, na którym naga kobieta skacze aż do utraty świadomości (podobno, tak długo nie wytrwałem)
- film, na którym inna (a może i ta sama?) kobieta krzyczy
- zdjęcia męskiego członka.
nie zgorszyło mnie to wcale a wcale. bo ja nie z tych, co to ich wszystko gorszy. po prostu za cholerę nie potrafię, nie mogę i chyba też nie chcę, dostrzec w tym jakiejkolwiek sztuki.
zresztą, to się nazywa, z angielska, performens, albo jakoś tak.
o tym wszystkim z przejęciem opowiadał nam przewodnik. mówił, że ów performens to odkrywanie granic ludzkiej świadomości. że to nowy wymiar sztuki i w ogóle rewolucja na miarę tej kulturalnej, francuskiej albo i seksualnej.
świetnie. naprawdę świetnie, że sobie skaczecie i krzyczycie. super, że turlacie się po podłodze. jestem wprost przeszczęśliwy, że gracie sobie w ping-ponga (tak, to też tam było). ale wolałbym, żebyście robili to u siebie w domu.
bo ja naprawdę nie widzę w tym NIC wartego uwagi.
swoją drogą, Jerzy Grotowski jest ogłaszany olbrzymim rewolucjonistą w dziedzinie teatru. w jego teatrze bowiem widz wcale nie jest ważny. liczy się tylko aktor, widzów mogłoby wcale nie być. no cóż, ja jako widz nie pochwalam tej rewolucji… powiem wprost: jeśli ktoś ma mnie w dupie, to w dupie mam również i jego.
tutaj pewnie zaraz się odezwie ktoś, kto uważa, że jestem głupi. że nie widzę piękna sztuki. i że “nie odróżniam sztuki od świerszczyka”. owszem, odróżniam. i świerszczyk jest zdecydowanie bardziej estetyczny od skaczącej kobiety, która najwyraźniej zaniedbała depilację w miejscach wszelakich.
nie widzę sztuki? bo jej tu nie ma.
koniec.
nie nazywajmy wielkim rewolucjonistą kogoś, kto po prostu szokuje.
koniec, definitywny.

12 Marzec 2009 o 17:51 |
Ignorant.