był sobie nasz bohater, imię nieistotne
żywot wiejski znudził go sromotnie
mimo że spędził tam wiele lat
wieś nie dla niego – w mieście to jest świat!
sprowadził się więc pewnego dnia
do wynajętej kawalerki – i zaczęła się gra
awansował szybko – już nie szczur a kot prawdziwy
korporacyjny, takie to dziwy!
o mieszkaniu większym począł myśleć prędko
do zamkniętego osiedla zapałał chętką
za miastem najlepiej – oby za szlabanem
“z wielkiego świata przeca jestem panem!
nie będzie mi się plebs pod oknem szwędał
ni bezdomny, ni pies pałętał!”
przeprowadzki w końcu nadeszła pora
po długich poszukiwaniach, znaleziona nora!
trzeba zrobić grilla – tak się już przyjęło
na sam początek, coby się mieszkać dobrze zaczęło
dymu trochę w sąsiadów okna wpuścić
“że narzekają? choćby nie wiem co, nie odpuszczę!
jestem przecież w swoim domu!
zapłaciłem, przywalę komuś
jeśli się nie podoba, to dopiero heca!
ja tutaj jestem, to moja forteca
zaraz, cóż za dźwięki mnie niepokoją?
tutaj nie można mieć chwili spokoju!
dzieci jakieś znów w piłkę grają
i na dodatek w samochód mi trafiają!
nie odpuszczę – będzie trzeba, wymierzę ciosów bez liku!
a że auto niby stoi na chodniku?
krwawicy mojej żal mi było, szkoda
bo to tylko firmowa Skoda…
więc po co miejsce w strzeżonym garażu…”
to mówiąc, wypił setkę, dla kurażu
“późno już, może jednak spać pójdę….
ależ nie mogę, hałasują mi, kurde!
znowu ta młodzież, przeklęte miernoty!
ja jutro muszę wstać do roboty!
a korki rano, korki wszędzie!
wyprzedzić poboczem trzeba będzie!
przecież nie będę stał, jak inni
a co ja temu winny?
że korek się zrobił, a ja to się spieszę!
raniutko opuszczam domową pieleszę..
ochroniarzowi zaś dzień dobry nie mówię, wcale
co się będę spoufalał, to się nie mieści w pale!
wolno szlaban otwierają, źle jakoś pracują
co się będę witał, ja się czuję
żem jest z klasy wyższej, albo wyższej średniej
a mi krajobraz psują tacy jedni…
stale narzekają, że za szybko jeżdże
strefa zamieszkania – mówią, mało tego, jeszcze
mówią, że muzykę za głośno puszczam w niedzielę
a przecież można, no ja pierdziele!
a że sobie czasem gaz nacisnę w moim wozie?
co w tym złego, o mój Boże
dzieci niech zmykają, kiedy ja jadę
zwalniał nie będę, najwyżej je rozjadę!”
tymczasem, przyszedł ten, co się go wszyscy bali
Kryzys miał na imię, to akcję posprzedawali
wszystko się w jednej chwili posypało
wielu ludzi mieszkania posprzedawało
wsród nich i nasz bohater, co to na wieś wrócił
tam wsród równych sobie, jednak nieszczęśliwy
za miastem tęsknił, bo je wszak porzucił
taka jednak kara, bo to był burak prawdziwy!
27 Marzec 2009 o 18:09 |
nie chce mi się czytać całego. lepiej by brzmiało z jakąś rytmiką.
Trochę mi przykro, że się tak trudzisz a i tak nikt tego nie czyta
27 Marzec 2009 o 18:14 |
rytmiką? czyli co, chcesz jakieś “umc, umc” w tle? jak się wczytasz to powinieneś “poczuć rytm”. to tylko tak strasznie wygląda, ale straszne wcale nie jest.
nie czyta, bo póki co nikomu o tym nie mówię. tak się przynajmniej tłumaczę
ale jak dobrze pójdzie, to nastąpi wkrótce “coming out”