palacze ratują świat!

26 Lipiec 2009

Oglądacie stare filmy? Jeżeli tak, z pewnością rzuciła wam się w oczy jedna rzecz: otóż, w starych filmach wszyscy bohaterowie palą. 

Palą wszyscy i wszędzie – w samochodzie, na ulicy, w łóżku i na budowie. W restauracji i na cmentarzu, nawet – w szpitalu.

Tymczasem, w świeżych wytworach kinematografii nie pali nikt. Nawet prosty żulik z nowego filmu: raz, że jest przypudrowany niczym leciwa prostytutka i w ogóle nieskazitelnie śliczny, dwa, że nie pali i pije tylko ekologiczne piwo wyprodukowane w ekologicznym browarze zasilanym energią słoneczną i ciepłem z wnętrza zdechłego kraba.

Mało tego: w starych filmach/teledyskach, o których niedawno sobie ktoś przypomniał, też się już nie pali! Ja na przykład niedawno oglądałem na YouTube wzięty ze stacji VH1 teledysk do pewnego, świetnego skądinąd utworu zespołu Rezerwat, w którym bohater jedzie swoim Polonezem i pali. Tego, że pali, trzeba było się już domyślać – papieros był bowiem zamazany!

Zamazania dokonali najpewniej w VH1 – przed emisją tam owego teledysku (pochodzącego z połowy lat 80.), ktoś go obejrzał i ze zgrozą uznał,  że znajdują się tam sceny, które znajdować się nie powinny. Zrobili więc najgłupszą rzecz na świecie od czasu powołania pewnej partii politycznej – i zamazali scenę z papierosem.

W jakim celu, pytam? Czy to uchroni jakiegoś niewinnego młodzieńca lub jakąś nieskazitelną dziewicę przed zapaleniem papierosa? Nie.

Podobnie zresztą jak nie uchroni ich ta cała nachalna antynikotynowa propaganda, jaką od pewnego czasu obserwujemy wszędzie.

Zamazywanie papierosów w filmach, nie pokazywanie ich w TV (chyba że w roli okrutnych morderców) i plakaty na mieście nawołujące do zaprzestania palenia.

To skutku nie przynosi – aby się o tym przekonać, wystarczy przejść się w okolicach przerwy koło jakiejś szkoły i poobserwować uczniów. Grupa palących będzie liczniejsza niż niegdyś cała załoga Hiszpańskiej Inkwizycji (nikt nie spodziewał się Hiszpańskiej Inkwizycji, ha ha ha !).

A dlaczego palą? Między innymi właśnie przez tę całą chamską antynikotynową propagandę. Zasady są po to, żeby je łamać, do cholery!:mrgreen:

PS Po ostatniej podwyżce akcyzy na wyroby tytoniowe, palacze są , obok kierowców, grupą przynoszącą państwu chyba największe dochody. Dochody wystarczające, żeby każdego palacza w Polsce wyleczyć z wszystkich straszliwych chorób, jakich też nabawił się od codziennego puszczania „dymka”.

Zaś gdyby nagle wszyscy przestali palić, polska dziura budżetowa powiększyłaby się do rozmiarów tak wielkich, że aż niewyobrażalnych dla zwykłego śmiertelnika. W dobie kryzysu, warto to przemyśleć.

Do tego pracę straciłyby setki tysięcy (o ile nie miliony) ludzi zatrudnionych w przemyśle tytoniowym. Wiem, że niektórzy mają biednych robotników w fabryce papierosów za wcielenie zła, ale to nadal ludzie:mrgreen:

Morał? Przestańmy namawiać ludzi do rzucenia palenia – kto nie chcę mieć raka płuc, stóp i brwi, rzuci i tak. A kto chcę palić – będzie robił to nadal. Z korzyścią dla nas wszystkich.

A ja? Mi papierosy po prostu nie smakują!:mrgreen:

przęgląd internetowo-sensacyjny. ataki pytona, seks dla kasy i atak klonów.

15 Kwiecień 2009

dzisiaj, z nudów, postanowiłem przejrzeć dokładnie polskie portale internetowe (onet, gazeta, o2, wp) – ze szczególnym uwzględnieniem działów, które zawsze uważałem za głupie i nawet nie zaglądałem do nich.

niesamowite, na jak wiele ciekawych informacji można tam natrafić!

zaczynamy naukowo. otóż, amerykańcy naukowcy (a któż inny, co byśmy bez nich zrobili!) odkryli pewien gatunek mrówek, w którym samce nie występują. po prostu, wszystkie osobniki to samice – mało tego – kopię królowej.

myślę, że my, mężczyźni, powinniśmy się strzec. w końcu niedługo może to spotkać i nas. ciekawe tylko, czyją kopią byłby w takim wypadku kobiety? Naszej Pierwszej Damy?

O Jezu..

kolejny news naukowy – uczeni z pewnego kraju z Ameryki Północnej ( i nie chodzi tu wcale o Kanadę!) wykryli, że część mózgu odpowiadająca za mądrość (!) uaktywnia się m.in. podczas seksu.

o tak! na taką wiadomość czekaliśmy! od teraz mamy już wytłumaczenie dla naszej (męskiej znaczy się) nieustannej żądzy.

możemy powiedzieć, że wciąż się nad czymś zastanawiamy – dlatego potrzebujemy seksu. akurat teraz.

w prosty sposób można domyślić się, że jako seks odpowiada za mądrość, dzięki niemu będziemy również bogatsi i dostaniemy awans w pracy. to powinno skutecznie przekonać naszą partnerkę. chociaz, najpierw, trzeba ja rzecz jasna miec.

chociaż zaraz, zaraz… seks dla pieniędzy i kariery? to odkryła już jakiś czas temu Aneta K…

koniec z nauką. idziemy w kierunku polityki.

Teksas czuje się zmęczony Waszyngtonem i szykuje się do secesji.

doprawdy ciekawe, że mówią o tym dopiero teraz, gdy prezydentem USA przestał być Teksańczyk…

chociaż on pewnie nie zrozumiałby, o co chodzi.

„O czym ci wszyscy ludzie mówią? Chcą się odłączyć od USA? Czyli chcą zrobić z Teksasu wyspę? A może to już jest wyspa?  Condi, czy Teksas jest wyspą?”

uciekamy od polityki, czym prędzej. uciekamy daleko, bo aż do Kenii.

tam bowiem lokalny farmer, o swojskim imieniu Bob i nieco mniej swojskim nazwisku, Nyaumbe, uratował się przed śmiercią z rąk (????!!) pytona, gryząc go. potem, gdy ugryziony pyton rozluźnił swój uścisk, Bob Nyaumbe zadzwonił po pomoc.

wyobraźcie sobie, jak wyglądała taka rozmowa: „Cześć, tu Bob. Tak, wszystko u mnie w porządku. Tak, z mamusią wszystko dobrze. Nie, nie chcę pożyczyć kasy… tylko wiesz, mam pewien problem z wężem…”

pomoc w końcu przybyła. wśród „pomocników” byli także funkcjonariusze policji. cóż, w Europie Bob Nyaumbe zostałby zaaresztowany za znęcanie się nad zwierzętami.

a i tak najśmieszniejszy w tej całej historii był komentarz pod artykułem, autorstwa jednej z internautek: „Ja atak pytona odpieram bólem głowy”.

teraz wracamy do USA. tam, w miejscowości Peoria (Illinois), trzynastolatek napadł na bank. oczywiście, dzielni policjanci schwytali go i teraz sąd zastanawia się, czy chłopiec nie powinien być sądzony jak dorosły. wówczas mógłby pójść do więzienia na 30 lat. nie. uważam, że potrzebna jest tu Superniania.

jako że już od pewnego czasu podróżujemy po świecie (USA, Kenia, znowu USA), zostańmy przy tematyce podróżniczej.

Otóż, pewna agencja turystyczna z Nowego Jorku, chcę jako atrakcję pokazywać narkotykowe meliny, dziuple złodziei samochodów i inne brudne i zakazane rejony.

ktoś mówił coś o brudnych rejonach? zapraszam na zwiedzanie warszawskiego Dworca Centralnego i okolic! Znajdziecie tu narkomanów, złodziei, brud i… co tylko chcecie! do usług!

a teraz coś z troszeczkę innej beczki. polskie (nasze, rodzime!) biuro podróży oferuje wycieczki do Afganistanu. „Gazeta Wyborcza” piszę o trasie wycieczki: „Trasa wiedzie z Kabulu przez Bamjan ze słynnymi posągami Buddy, dolinę Panczsziru, gdzie walczył z Rosjanami legendarny afgański komendant Massud, i jaskinie Tora Bora, w których po 11 września ukrywał się Osama bin Laden”.

brzmi zachęcająco? nie zapominajcie, że wciąż toczą się tam zacięte walki Talibów z Amerykanami, zaś turyści są łakomym kąskiem dla porywaczy.

cóż… niektórzy lubią, gdy nad głowami przelatują im pociski i różne dziwne przedmioty, wokół słychać niezrozumiałe krzyki i leje się krew. tylko czy nie lepiej wówczas pokręcić się w okolicach stadionu Legii po derbach Warszawy?

16 osób stwierdziło, że nie lepiej i jadą.

Szczęśliwej podróży!



jak wyjść na współczującego

13 Kwiecień 2009

w Kamieniu Pomorskim spalił się budynek socjalny.  zginęło, na tą chwilę, 21 osób. ogłoszono trzydniową żałobę narodową.

podczas tegorocznej Wielkanocy w wypadkach drogowych zginęło 25 osób. żałoby nie ogłoszono.

oczywiście, to dlatego, że wypadki nie są tak spektakularne. pożar to idealny temat na czołówki serwisów informacyjnych. to wprost wymarzona okazja do wyświetlenia mrożącej krew w żyłach informacji na żółtym, czerwonym lub czarnym pasku na dole telewizora. prezydent i premier przyjechali obejrzeć pogorzelisko, prezydent, zapewne głęboko poruszony, nakazał się nam wszystkim smucić. przez trzy dni. a tak naprawdę chciał podlizać się części elektoratu. polityk w obliczu tragedii, gdy pojedzie na jej miejsce i ogłosi wszechwładnie ogólnonarodową żałobę (nawet jeśli to tragedia, ale jednak bez wpływu na CAŁY naród), wypada na współczującego.

to smutne, że zginęło tyle ludzi. naprawdę mi przykro i współczuje rodzinom ofiar.

ale dla mnie i chyba większości ludzi, ten pożar to tylko pozycja w telewizji. obejrzę dramatyczną relację z akcji ratunkowej, po czym przełączę na reklamę pasty do zębów lub rozmowy o gotowaniu. i zapomnę o tym wypadku.

co tu dużo mówić – może zabrzmi to okrutnie, ale wypadki zdarzają się i będą zdarzać. będą też większe, niestety.

ale, no cóż, tragedia, jaka by nie była, tragedią jest. chyba każdemu jest smutno, gdy obejrzy dramatyczne relacje z wypadków, pożarów, katastrof… no właśnie. jeżeli smutno jest każdemu, to.. po co żałoba? czy nie lepiej byłoby dać każdemu wolny wybór – co do przeżywania danych wydarzeń, a żałobę narodową zostawiać TYLKO i WYŁĄCZNIE na WYJĄTKOWE okazję. na przykład wtedy, gdy stracimy kogoś naprawdę ważnego dla narodu.

a jeżeli już – politycy, chcąc wyjść na „ludzkich” i „współczujących”, ogłaszają żałobę… jeden dzień nie wystarczy?

no i jaka jest granica – ofiar, strat itp. do ogłoszenia żałoby? kiedy jej nie ma, kiedy trwa jeden dzień, i tak dalej, dalej..?

a może Polacy po prostu uwielbiają się smucić?

one more shot: Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia, gdzieś w Polsce, spada samolot z przestępcami. Są wśród nich pospolici złodzieje, przestępcy podatkowi, ale i gwałciciele i może nawet zabójcy. Giną wszyscy-powiedzmy, 50 osób.
I co wtedy? Teoretycznie, Polska straciła 50 obywateli. Żałoba? Rekompensaty dla rodzin? Minuta ciszy w Sejmie?
Czy przeciwnie – coś na kształt kilkudniowego karnawału narodowego?

i jeszcze jedno – pamiętajcie, drodzy rządzący – z żałobą jest trochę jak z przeklinaniem – gdy robimy to zbyt często, traci na mocy i znaczeniu.

na koniec ciekawy filmik

http://www.wykop.pl/ramka/169868/ballada-o-zalobie-narodowej-martin-lechowicz

facet zalatuje czasami Kaczmarskim🙂

i ma rację, jak cholera.

limeryk

30 Marzec 2009

był pewien mechanik z Włoszczowej

który cierpiał na nadmiar tkanki tłuszczowej

bardzo mu to przeszkadzało

całe życie zatruwało

w końcu umarł na stacji kolejowej

żywot człowieka poczciwego.

24 Marzec 2009

był sobie nasz bohater, imię nieistotne

żywot wiejski znudził go sromotnie

mimo że spędził tam wiele lat

wieś nie dla niego – w mieście to jest świat!

sprowadził się więc pewnego dnia

do wynajętej kawalerki – i zaczęła się gra

awansował szybko – już nie szczur a kot prawdziwy

korporacyjny, takie to dziwy!

o mieszkaniu większym począł myśleć prędko

do zamkniętego osiedla zapałał chętką

za miastem najlepiej – oby za szlabanem

„z wielkiego świata przeca jestem panem!

nie będzie mi się plebs pod oknem szwędał

ni bezdomny, ni pies pałętał!”

przeprowadzki w końcu nadeszła pora

po długich poszukiwaniach, znaleziona nora!

trzeba zrobić grilla – tak się już przyjęło

na sam początek, coby się mieszkać dobrze zaczęło

dymu trochę w sąsiadów okna wpuścić

„że narzekają? choćby nie wiem co, nie odpuszczę!

jestem przecież w swoim domu!

zapłaciłem, przywalę komuś

jeśli się nie podoba, to dopiero heca!

ja tutaj jestem, to moja forteca

zaraz, cóż za dźwięki mnie niepokoją?

tutaj nie można mieć chwili spokoju!

dzieci jakieś znów w piłkę grają

i na dodatek w samochód mi trafiają!

nie odpuszczę – będzie trzeba, wymierzę ciosów bez liku!

a że auto niby stoi na chodniku?

krwawicy mojej żal mi było, szkoda

bo to tylko firmowa Skoda…

więc po co miejsce w strzeżonym garażu…”

to mówiąc, wypił setkę, dla kurażu

„późno już, może jednak spać pójdę….

ależ nie mogę, hałasują mi, kurde!

znowu ta młodzież, przeklęte miernoty!

ja jutro muszę wstać do roboty!

a korki rano, korki wszędzie!

wyprzedzić poboczem trzeba będzie!

przecież nie będę stał, jak inni

a co ja temu winny?

że korek się zrobił, a ja to się spieszę!

raniutko opuszczam domową pieleszę..

ochroniarzowi zaś dzień dobry nie mówię, wcale

co się będę spoufalał, to się nie mieści w pale!

wolno szlaban otwierają, źle jakoś pracują

co się będę witał, ja się czuję

żem jest z klasy wyższej, albo wyższej średniej

a mi krajobraz psują tacy jedni…

stale narzekają, że za szybko jeżdże

strefa zamieszkania – mówią, mało tego, jeszcze

mówią, że muzykę za głośno puszczam w niedzielę

a przecież można, no ja pierdziele!

a że sobie czasem gaz nacisnę w moim wozie?

co w tym złego, o mój Boże

dzieci niech zmykają, kiedy ja jadę

zwalniał nie będę, najwyżej je rozjadę!”

tymczasem, przyszedł ten, co się go wszyscy bali

Kryzys miał na imię, to akcję posprzedawali

wszystko się w jednej chwili posypało

wielu ludzi mieszkania posprzedawało

wsród nich i nasz bohater, co to na wieś wrócił

tam wsród równych sobie, jednak nieszczęśliwy

za miastem tęsknił, bo je wszak porzucił

taka jednak kara, bo to był burak prawdziwy!

Etiuda.

23 Marzec 2009

siedzę i siedzę i nie mam co robić. więc postanowiłem sobie coś napisać. w głośnikach Sergio Mendes i spółka. przed chwilą było niemieckie techenko.

byłem w Niemczech. stwierdziłem, że jednek jesteśny narodem trochę głupim i ja tu nie stanowie wyjątku.

teraz leci New Romanic w wykonaniu Alphaville. też Niemcy, kurwa mać.

nie, jednak Stonesi górą.

byłem na Etiudzie. to ostatnie chwile tego „terminalu”, za to chwile niezapomniane. myślałem, że takie widoki to tylko w Ł-kach. właśnie, Ł-ki. jak nie mam o czym pisać, to piszę o KMŁ. bo najłatwiej się kopię leżącego. podobno bankrutują, raar.

jeszcze tylko chwila, jeszcze moment

już za chwilę dzień się rozpocznie POM-em

powolnym objazdem miasta znaczy się

lecz nie z lansu, ale z konieczności

głowa ponownie boli mnie

te przejazdy nie służą zdrowotności

wlokę się z żółwia prędkością

i rozmyślam nad boskością

narodowego przewoźnika

miasta, ba, aglomeracji Łomianek

kolejny zimny ranek

Ł-ki są super – kto nie wierzy, niech zmyka

do diabła – płonąć w ogniu gorącym

ja tymczasem postoje w tłoku inspirującym.

oto i wielka sztuka, przed którą na kolana padać należy

11 Marzec 2009

całkiem niedawno byłem z klasą na wystawie w „Zachęcie”. wystawa była poświęcona Jerzemu Grotowskiemu. zresztą, zdaje się, że ten rok na całym świecie jest Rokiem Grotowskiego. na wystawie ujrzałem, co następuje:

-film z człowiekiem turlającym się po ziemi i symulującym masturbację.

– film, na którym naga kobieta skacze aż do utraty świadomości (podobno, tak długo nie wytrwałem)
– film, na którym inna (a może i ta sama?) kobieta krzyczy

– zdjęcia męskiego członka.

nie zgorszyło mnie to wcale a wcale. bo ja nie z tych, co to ich wszystko gorszy. po prostu za cholerę nie potrafię, nie mogę i chyba też nie chcę, dostrzec w tym jakiejkolwiek sztuki.

zresztą, to się nazywa, z angielska, performens, albo jakoś tak.

o tym wszystkim z przejęciem opowiadał nam przewodnik. mówił, że ów performens to odkrywanie granic ludzkiej świadomości. że to nowy wymiar sztuki i w ogóle rewolucja na miarę tej kulturalnej, francuskiej albo i seksualnej.

świetnie. naprawdę świetnie, że sobie skaczecie i krzyczycie. super, że turlacie się po podłodze. jestem wprost przeszczęśliwy, że gracie sobie w ping-ponga (tak, to też tam było). ale wolałbym, żebyście robili to u siebie w domu.

bo ja naprawdę nie widzę w tym NIC wartego uwagi.

swoją drogą, Jerzy Grotowski jest ogłaszany olbrzymim rewolucjonistą w dziedzinie teatru. w jego teatrze bowiem widz wcale nie jest ważny. liczy się tylko aktor, widzów mogłoby wcale nie być. no cóż, ja jako widz nie pochwalam tej rewolucji… powiem wprost: jeśli ktoś ma mnie w dupie, to w dupie mam również i jego.

tutaj pewnie zaraz się odezwie ktoś, kto uważa, że jestem głupi. że nie widzę piękna sztuki. i że „nie odróżniam sztuki od świerszczyka”. owszem, odróżniam. i świerszczyk jest zdecydowanie bardziej estetyczny od skaczącej kobiety, która najwyraźniej zaniedbała depilację w miejscach wszelakich.

nie widzę sztuki? bo jej tu nie ma.

koniec.

nie nazywajmy wielkim rewolucjonistą kogoś, kto po prostu szokuje.

koniec, definitywny.

wielki powrót, czyli wiosna i kradnące pomniki

5 Marzec 2009

długo nie było mnie. jakiś tydzień nawet. nie miałem weny do pisania i szczerze mówiąc, teraz też nie mam. ale coś napisać w końcu trzeba, czyż nie?

po pierwsze, bylem na Pradze. było fajnie. co prawda, długo tam nie zabawiłem, ale zrobiłem kilka fajnych zdjęć i pogapiłem się na stare kamienice. o folklorze praskim nie dali mi jednak zapomnieć – pomnik grajków ulicznych ograbił mnie i jeszcze kilka innych osób. mnie na PLN 1,22, niektórych na więcej. mieli grać, a nie zagrali, kurwa mać.

nie ma się jednak czego bać. przynajmniej tam i wtedy. fajnie jednak niektórzy dali się nabrać na mój poprzedni wpis – bo myśleli, że ja tak na poważnie. a na poważnie to było tylko trochę:mrgreen:

po drugie, ludzie to jednak świnie, pozerzy i lamusy. przynajmniej niektórzy. głupota niektórych zwala z nóg, niestety.

no ale wiosna idzie i optymistą należy być. fajnie, że już nie ma tego gównianego śniegu i fajnie, że jest już ciepło. dobrze, że nie robi się już ciemno tuż po południu i jasno tuż przed południem. kwiaty pachną, ptaki ćwierkają, dziewczyny skracają spódniczki..

robię się jakiś romantyczny, niech to gęś kopnie.

w dodatku ostatnio jechałem prawie pustą Ł-ką.

koniec świata!

oraz Epos o Przyjezdnym nadchodzi. już wkrótce będzie o wsi i o mieście. o pociągach i kebabach. i nie tylko. bać się należy 😈

dzika Praga i Szuflandia, czyli o stereotypach.

26 Luty 2009

ostatnio przyjaciel powiadomił mnie, że irytuje go, iż boje się Pragi warszawskiej. przyjąłem to do wiadomości, lecz zdania nie zmienię. od dawna wiadomo bowiem, że Praga, a zwłaszcza jej północ po północy to rejony niebezpieczne. tam nie powinno mówić się o prawdopodobieństwie dostania w mordę. tam powinno mówić się o tym, jaką masz szansę, coby w mordę NIE dostać.

ok, wyolbrzymiam. ale gdyby nie wyolbrzymianie to świat byłby nudny niczym z olejem flaki. taki jest stereotyp i basta. i przez to, że kilkanaście lat temu na Pradze rzeczywiście było bardzo niebezpiecznie, to i teraz ta dzielnica cieszy się złą sławą. słyszałem, że teraz się tam uspokoiło i że Praga staje się dzielnicą artystów. wiem, że tam jest całkiem ładnie. tyle że prawdopodobnie nie starczy mi odwagi, by to sprawdzić. karmiony stereotypami, gdy jestem tylko po prawej stronie Wisły, każdego młodego człowieka biorę za potwora krwiożerczego.

może warto sprawdzić? nie wiem. póki co, oglądam obrazki. to zdjęcie ulicy Stalowej zawdzięczamy Margasowi i jego http://www.to022.fotolog.pl

stalowa1

ok, znowu wyolbrzymiam. i to jak cholera. trudno.

doszedłem ostatnio do wniosku, że Praga to taka Szuflandia (patrz: „Kingsajz”). tak zresztą jak i cała Polska poniekąd. prawa strona Wisły ma złą opinię, ciśnie się w szufladzie pod tytułem „Zaszczane mury i bandziory” podczas, gdy całkiem prawdopodobne, że jest tam spokojniej, niż na Ursynowie albo i na Jowiszu. tyle że nikt się tam nie zapuszcza, by to sprawdzić.

Dlaczego cała Polska? po pierwsze, liczba opinii o Polakach jest baardzo wielka. że piją i kradną samochody. że są głupi i nie potrafią chodzić po schodach ruchomych. że to i że tamto. cała masa pierdół, w którą obcokrajowiec wierzy niczym niegdyś wierzył w nienaruszalność wielkich banków i korporacji. tyle że przestał wierzyć, gdy nadszedł El Kryzysso i wszystko poszło się kochać. zaś w stereotypy wierzy, dopóki nie znajdzie się w Polsce. wtedy jest zdziwiony, że ludzie nie szczekają i nie chodzą na rękach. jest tylko jeden problem. prawie żaden w Polsce się nie znajduje. dlaczego? wyobraźcie sobie Turkmenistan albo Armenię. oni widzą Polskę dokładnie tak, jak wy tamte kraje.

po drugie, liczba stereotypów w samej Polsce. o Żydach. o Murzynach i o Pradze właśnie. a także jeszcze o wszystkim innym. szufladkujemy się nawzajem i na każdym kroku. śmiało mogę stwierdzić, że każdy obywatel ma swoją szufladkę.

tych państwa nie lubimy. tego pana książek nie czytamy. na tego bloga nie wchodzimy. niestety, ujawnienie się z niektórymi poglądami lub choćby ich zgłębiania, poznawanie, jest w niektórych kręgach uznawane za coś równie stosownego, jak pierdnięcie przy stole. ludzie z nieodpowiedniej szuflady są z góry skazani na wymarcie przez jednych. ci „jedni” są z kolei z góry skazani na wymarcie przed „drugich”. z innej szuflady. musisz trzymać się swojego miejsca, inaczej zginiesz.

śmiało mogę więc nazwać Polskę Szuflandią. chociaż nie, znowu wyolbrzymiam.

niech to dunder świśnie!

szuflandia

owczy pęd, czyli nie podążam za mainstreamem. a przynajmniej staram się.

23 Luty 2009

na tym blogu piszę o tym, co mnie wkurza i tak właśnie przyjęło się. nie wykluczam, że kiedyś napiszę o tym, co mnie raduje i bawi, lecz póki co człowiekiem jestem bardzo nerwowym i mnie wkurwia wszystko. wkurwiają mnie na przykład autobusy i ludzie. o tak, ludzie zwłaszcza. to znaczy, cobyście sobie czegoś nie pomyśleli, nie wszyscy. ale nie toleruje pozerstwa i głupoty i to będę piętnował. choćby tutaj, na tym blogu, bo gdzie indziej głupi są w większości, a ja nie mam odwagi, albo i cojones, aby większości przeciwstawić się. przynajmniej tak przytłaczającej większości. oraz, jeżeli, drogi czytelniku, czujesz się obrażony to proszę uważnie zastanowić się nad postępowaniem swym. a jeśli obrażony się nie czujesz, to pewnie zaraz będziesz.

zresztą, kurwa, po co ja to piszę. przecież i tak nikt tego bloga nie czyta. akurat może to i dobrze, raar.

otóż. dlaczego Hitler cieszył się taką popularnością w Niemczech lat 30.? co by o nim nie mówić i jakim chujem by nie był, to po prostu był silnym przywódcą i dobrym mówcą. porywał tłumy. bo prawda jest taka, że naród potrzebuje przywódcy. najlepiej takiego, którego się wszyscy boją i wszyscy naśladują. Niemcy mogli skoczyć za nim w ogień. i w pewnym sensie skoczyli.

dzisiaj wiele się nie zmieniło. nie mówię tu wcale o Polsce jako narodzie, który przywódcę (tego niższego, niekoniecznie rangą) wybrał sobie najgorszego z możliwych, ale o ludziach generalnie. w każdej grupie jest jakiś „guru”, na którym inni wzorują się. człowiek ten wcale nie musi być członkiem owej grupy, wystarczy, że inni będą po nim powtarzać, ubierać się i zachowywać jak on. może to być ktoś z telewizji albo z ulicy. byle był charyzmatyczny.

a wzorować to się można nieświadomie – na kimś, kto wzoruje się na kimś, kto… i tak dalej. i kółko się nakręca.

myślę, że wiecie, o co mi chodzi. co jakiś czas ludzi dotyka coś na kształt owczego pędu. zaczynają robić idiotyczne rzeczy, tylko dlatego, że inni też tak robią. na takie zjawiska wrażliwe są dzieci (patrz: arcygłupia moda na Pokemony), ale i dorośli.

czasami czuje się gorszy, bo nie uchlewam się jak świnia. na to przyjdzie jeszcze w życiu czas, tymczasem gimnazjalista z wódką w ręku, zataczający się nieuchronnie w kierunku wytrzeźwień izby śmieszy jest oraz pozerski nieco – a takich nie lubię, o czym już pisałem.

ludzie ogarnięci owczym pędem nie mogą być gorsi od guru swego, bo to oznaczałoby spadek w hierarchii na miejsce dalsze.

tymczasem ja jestem chyba gdzieś w ogonie, bo staram się być niezależny. i bardzo mi tak dobrze. mogę teraz z tylnego siedzenia wszystkich wyśmiewać i piętnować zachowania głupie. mam wszystko w dupie.


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.